fbpx

Blog pisany z pasji do sportu i biznesu.

Blog pisany z pasji do sportu i biznesu.

Dziel się doświadczeniem! Poranny trening w domu sport State flow zdrowie

Odwieczny dylemat sportowca iść na trening czy zostać w domu – stan przeziębienia.

Czas czytania: 4 minuty

Dylemat mają tylko Ci co do treningu podchodzą z pasją i sercem. Za sercem może przemawiać jakaś część miłości do uprawianej dyscypliny.

Ja osobiście właśnie tak to interpretuje. Sportowcem może być każdy i na dodatek nie każdy musi być mistrzem świata, aby mówić o nim – “on kocha to co robi” BZDURA! 🙂

Na świecie są miliony osób, którym wystarczy że uprawiają pewną dyscyplinę sportu, myślą o niej i wyczekują kolejnego treningu bądź spotkania z jej mistycznym obliczem. Chcą trwać w tym z uwagi na przyjemność, nie zaś osiągnięcia i kulisy sławy.

Czasem jest tak, że latami uprawiamy sport, który wydaje się dla nas dobry, a okazuje się że obok nas znajduję się coś co spowodowałoby większe zainteresowanie i większa pasję, co konsekwencją byłoby ogromne zadowolenie i wspominany przeze mnie do znudzenia STATE FLOW.

State FLOW – po prostu jedź dla przyjemności, dzisiaj 15km, jutro 500m zaś pojutrze wielkość X. I to właśnie jest przyjemność, nie mierzymy jej kilometrami w metrach i metrami w kilometrach. Mierzymy ją chwilą spędzoną w przyjemny sposób, przy czymś co kochamy robić, co nas pasjonuję i w pewien sposób uwalnia od zgiełku, tłoku, pędu, hipokryzji etc. codzienności.

Jedni lubią odbywać rywalizację w jakimś gronie, dla przykładu niech to będzie mecz piłki nożnej. Tam właśnie potrzeba więcej niż nas samych, choć gdyby to rozważyć głębiej… Drudzy zaś potrzebują ciszy i wytchnienia w rywalizacji z samym sobą poprzez konsumpcje natury i sportu. Zmierzenia się z rzeczami, które już nie stanowią codzienności tj. jazda samochodem, siedzenie przed komputerem, załatwianie wszystkich nudnych spraw około biurokratycznych – do których oczywiście niektórzy też mają dar i odczuwają pasję. Tych bardzo podziwiam, ale to nie na teraz.

Zbyt rozbudowuje wywód i gubię wątek oraz cel. Zatem zawężamy krąg i kontynuujemy.

Odwieczny problem decyzyjny: iść na trening jeszcze ten jeden raz, gdy już z nosa cieknie czy odpuścić na rzecz szybszej regeneracji, która potrwać może nawet 1 dzień i spokojnie w krótkim odpoczynku przeczekać pauze, spacje?

Oczywistym jest że brzmi rozsądnie, ale wykonanie jest nie lada wyczynem. Sprawia nam problem, bo chcemy, bo mamy rozum i emocje.

Ja wielokrotnie stałem przed owym wyborem, wielokrotnie podjąłem różnorodną, odmienna decyzję do tej którą należało wybrać? A jest taka? To kwestia kalkulacji do bieżącej sytuacji. Jutro wyjeżdżasz na ważna rozmowę biznesową? Masz jakieś spotkanie? Może jakiś zabieg lub obiad z ważna dla Ciebie osobą? Wybór wydaję się już uproszczony, ale jakiego dokonamy zależne będzie od danej sytuacji i naszej postawy – racjonalnej czy emocjonalnej.

Ja w takich sytuacjach myślę również o “głodzie do sportu” to taki moment w życiu każdego z nas, kiedy w większości: przynajmniej u mnie, przerwa od sportu spowodowała same korzyści. Jaaakie korzyści spowodowała padną pytania.

Prosta odpowiedź w punktach:

  • Tęsknota za ukochaną czynnością – przewartościowuję nasze myślenie i wzmacnia więź bo… Co za dużo to nie zdrowo!
  • Przepisują się nam wszystkie parametry do nowo poznanych umiejętności, scalamy je w nawyki i odruchy. Łączymy z tym co mamy dotychczas, odejmujemy, odrzucamy, dodajemy. Cała skromna matematyka naszego umysłu.
  • Pozwalamy przebudować się naszym mięśniom, one też potrzebują czas na nowe neurony naszego umysłu, na nowe lepsze wiązania między sobą. – Tak mi się przynajmniej wydaję.
  • Ogólnie zmieniamy podejście do wykonywanej czynności, niekiedy nabieramy większego dystansu i zmieniamy kluczowy punkt jakim jest intensywność wysiłku, to co kiedyś sprawiało nam trudność, teraz stać się może przyjemnością. Ooooczywiście nie w każdym aspekcie dla jasności, to kwestia indywidualna i uzależniona od stopnia zaawansowania. Tam na górze, w czołówce nie ma już miejsca na wielkie skoki wydajności. Tam wszystko już jest na poziomie zenitu perfekcji.

Pisanie przy stanie przeziębienia to też nie taki sobie mały wysiłek. Trzeba w moim mniemaniu mocno się skupiać żeby nie nabazgrać czegoś ponadto lub oderwać się od kontekstu i rytmu.

Wszystko wydaję się prostą sprawą z perspektywy bocznej, obserwatora bacznego, który chętnie wyda werdykt i oceni skromnie wykonawcę. Ale gdy przyjdzie podjechać pod górę zamiast kolarza obserwowanego może okazać się że wrzucimy zbyt wysoki bieg i staniemy na początku podjazdu.

Dlatego trenujmy, a ocenianie zostawmy na inny moment, pozwólmy ludziom robić swoje i cieszyć się z tego co robią i na jakim poziomie to robią. Bo jak wiemy to wszystko jest zmienną całości.

Wybierajcie rozsądnie między być a nie być, między trenuj, a odpoczywaj! 🙂

Oceń mój artykuł.

Kliknij gwiazdkę, aby ocenić.

Średnia ocena / 5. Ilość głosów:

Dzięki! Śledź nas też na Facebooku 🙂

Przykro nam, że ten wpis nie był dla Ciebie przydatny!

Pozwól nam ulepszyć ten post!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Blogi Sportowe